Tak, tak. Lato się dopiero zaczęło, a ja już po wakacjach. Obiecałam wam morski post. Po urlopie postanowiłam nadrobić zaległości i podokańczać prace, z jakichś względów nie zostały dokończone. Na pierwszy ogień poszedł bursztyn , który czekał i czekał aż się wreszcie doczekał oprawienia w srebrny drut. Z tym bursztynem to było tak, że dostałam surowy bursztyn do oprawienia. Był dosyć duży i w tym stanie wydawał mi się niezbyt ładnym okazem, postanowiłam więc, że go spróbuję oszlifować na tyle na ile mi się uda. Poniżej zdjęcie sprzed szlifowania: W ruch poszła moja mini-szlifierka i papiery ścierne o różnej gradacji. Po 1,5 godziny najwyższego skupienia bursztyn ukazał swe szlachetne serce. Nie sądziłam, że bursztyn jest tak wdzięcznym materiałem do obróbki. Celowo nie szlifowałam go całkowicie w każdym zagłębieniu, żeby zostało w nim odrobinę z jego surowości. Nie spodziewałam się takiego efektu jaki otrzymałam. Okazało się, że w środku jes...